MENU
Na terenie dzisiejszego powiatu strzelińskiego w okresie luty, marzec 1945 r. operowała niemiecka 100 Dywizja Strzelców. Na początku kwietnia 100 dywizja została zluzowana przez 31 Dywizję Grenadierów Waffen-SS która została przerzucona z okolicy Jawora. Miejsce na sztab przybyłej dywizji wybrano Ząbkowice Śl. w późniejszym okresie został przeniesiony do Kłodzka. W Ząbkowicach też ulokowano kompanię medyczną, w Białym Kościele rozlokowano kompanię łączności. Punkt zbiórki rannych odbywał się w Piławie Górnej. W budynku szkoły w Niemczy zorganizowano lecznicę dla lekko rannych. Na mapie narysowałem linię frontu z kwietnia 1945 r. jaka obowiązywała na terenie powiatu strzelińskiego. Dane naniosłem na podstawie źródła niemieckiego (31Dywizja Grenadierów Waffen-SS) i radzieckiej mapy sztabowej z tamtego okresu. Linia ta ustabilizowała się w kwietniu po poddaniu przez Niemców Strzelina w dniu 25 marca 1945 r. Podwójne strzałki koloru czerwonego oznaczają postęp i odwrót wojsk radzieckich natomiast czarna strzałka oznacza postęp i odwrót wojsk niemieckich. Z rejonu Dobrogoszcza Rosjanie wyprowadzili natarcie w kierunku zachodnim i południowym, bez powodzenia gdyż ataki te zostały odparte przez żołnierzy niemieckich (czerwone przekreślone strzałki). Ta linia frontu utrzymała się aż do końca II wojny światowej.

Dodał: Matias° - Data: 2014-11-09 17:02:58 - Odsłon: 5641
Rok 1945

  • /foto/267/267175m.jpg
    1945
  • /foto/267/267176m.jpg
    1945
  • /foto/5062/5062795m.jpg
    1945
  • /foto/5074/5074419m.jpg
    1945
  • /foto/5663/5663015m.jpg
    1945
  • /foto/3274/3274724m.jpg
    1945
  • /foto/3274/3274719m.jpg
    1945

Matias - zbiory prywatne

Poprzednie: Most (rzeka Oława / ul.Wojska Polskiego) Strona Główna Następne: Pałac Siemianów


Matias | 2014-11-09 18:29:51
Relacja dowódcy węgierskiego batalionu fizylierów ss Szalasi SS-Untersturmfuhrer Zvonimira Bernwalda, który opisuje miejsce dyslokacji jego jednostki i nie tylko. Jednostka ta wchodziła w skład 31 dywizji. Na fot. miejsce gdzie stacjonowała ta jednostka, okolica Strzegowa. " Bezpośrednio na południe od Strzelina zajmowaliśmy bardzo długi sektor, który przejęliśmy od 100. dywizji strzelców. Front rozciągał się i w prawo i w lewo, w nieskończoność. Można było to nazwać zaledwie słabo obsadzoną liną bezpieczeństwa, długim łańcuchem okopów, rozrzuconych i nawzajem od siebie odległych. Siedziba dowództwa batalionu była ulokowana mniej więcej w połowie rozległego sektora, w małej wiosce Strzegów. Dokładnie przed nami znajdowała się cukrownia w Strzelinie, która była już w rękach Sowietów. Byliśmy słabym batalionem – podoficerami byli głównie Niemcy, a żołnierzami niższych rang bardzo młodzi Węgrzy; większość z nich zaliczyła zaledwie 8 tygodni szkolenia. Prócz ciężkich moździerzy nie mieliśmy żadnej broni ciężkiej. Daleko z lewej, od strony Sobótki, dochodziły nas odgłosy wojennej burzy. Przed sobą mieliśmy Wrocław, odległy zaledwie o 40 km linią kolejową Strzelin-Wrocław. Nad stolicą Śląska nocą zawsze było jasno. Była widocznie oświetlona i stale dało się słyszeć odgłosy bitwy. Front przed nami pozostawał jednak spokojny, nawet wróg wydawał się słaby w tym sektorze. Nie było żadnych większych potyczek, prócz paru wypadów wywiadowczych z obu stron. Nie miałem też kontaktu z tymi wyżej, ogarniało nas więc dziwne uczucie osamotnienia; wszystko było takie niejasne, upiorne. Na ziemi niczyjej wciąż leżało od pięciu do siedmiu ciał zabitych z 100. dywizji strzelców. Wynieśliśmy je. W międzyczasie w nocy zniknęli ludzie; nie potrafiliśmy tego wyjaśnić. Później okazało się, że w nocy młodzi żołnierze, przez zdenerwowanie i niedoświadczenie, wypalili z broni tu i tam. Na to Sowieci podkradli się i wyciągnęli ich - jednego za drugim - z okopów. Przez to, że byli za młodzi i niewystarczająco przeszkoleni, mieliśmy z nimi ciągłe kłopoty. Były też trudności językowe, które nawet z pomocą tłumaczy ciężko było pokonać, choć ja sam miałem za tłumacza SS-Unterscharfuhrera pierwszej klasy. Co do strat, to były one w normie. Od czasu do czasu Sowieci słali pociski w naszą stronę. Pewnego razu zacząłem ścigać wroga i poprosiłem o małe wsparcie artylerii z tyłu, ale z powodu braku amunicji możliwe było tylko 10 strzałów. Dałem sobie z tym spokój, obnażyłoby to tylko naszą słabość. Jak się popisywać, to tylko na całego! Potem mnie też „pokarało". 13 kwietnia przeprowadzałem rekonesans na linii walk. W małym majątku wróg ostrzelał nas z moździerzy. Mój goniec, SS-Unterscharfuhrer, został zabity. Mnie jedynie draśnięto. W głównym punkcie opatrunkowym w Ząbkowicach opatrzył mnie lekarz, następnie powróciłem do swojej jednostki. Około 5 czy 7 maja zostałem odesłany, jako kwatermistrz, na tyły".